slogan


Aktualności

Nasza Toskania

Pierwszy dzień zleciał nam na podróży. Najpierw samolotem z Berlina do Pizy, następnie pociągiem z Pizy do Fucecchio. Tam na miejscu czekali na nas Włosi.

Wszyscy polscy uczniowie udali się ze swoimi hostami do ich domów. Mnie, Szymona oraz nasze pani, zawiozły do hotelu przemiłe Włoskie nauczycielki Pani Antonella i Pani Paola. Następnego dnia udaliśmy się do jednego z trzech oddziałów szkoły, by malować murale, niestety tylko na płótnie. Popołudniu wraz z Julką, Kasią i Włoszką, która je gościła Rebeccą, pojechaliśmy autobusem do Empoli, gdzie najpierw poszliśmy na wycieczkę po mieście, a później udaliśmy się do pięknego parku pośrodku, którego znajdował się wielki staw. Dookoła niego żyły różne rodzaje kur, kaczek i innych gatunków ptaków, mogliśmy zobaczyć również piżmaka oraz małe żółwie. Ranek trzeciego dnia minął nam znów na malowaniu murali, a popołudniu udaliśmy się na kolejną wycieczkę do Pizy tym razem już całą grupą. Oczywiście punkt obowiązkowy wycieczki Krzywa Wieża, świetnie się bawiliśmy robiąc różne zabawne zdjęcia. Wieczorem spełniło się marzenie każdego smakosza i miłośnika włoskiej kuchni, prawdziwa włoska pizza. Była pyszna!!!! Czwartego dnia z samego rana pojechaliśmy autokarem do nadmorskiego Livorno. W tym mieście na początku podziwialiśmy kanały, takie jak w Wenecji, a potem stare ruiny. Później udaliśmy się na obiad, a po obiedzie nad morze. Mieliśmy chwilę by się poopalać mimo, że nie było standardowej plaży. Następnego dnia pojechaliśmy pociągiem do Florencji. Z uporem maniaka staliśmy w kolejce by móc wejść do przepięknej katedry Santa Maria del Fiore, zwiedziliśmy również ratusz, a zwieńczeniem całego pobytu we Florencji, był wjazd na wzgórze i podziwianie panoramy miasta, coś niesamowitego. Wieczorem udaliśmy się do Rebecci na kolację z jej całą rodziną, było to cudowne przeżycie zjeść posiłek z prawdziwą włoską familią. Następnego dnia w strugach deszczu autokarem udaliśmy się do Lucci, gdzie odwiedziliśmy muzeum poświęcone Giacomo Pucciniemu. Siódmego dnia nie było odpoczynku najpierw zwiedziliśmy muzeum we Fucecchio, poźniej poszliśmy na spotkanie z merem do ratusza. Potem na ostatnie szybkie zakupy i trzeba było wracać do hotelu szykować się na pożegnalną kolację. Odbywała się ona w starym klubie w piwnicy była świetna zabawa. Następnego trzeba było się dopakować wymeldować i wracać do polski. Była to świetna wycieczka, spełnienie jednego z moich największych marzeń, poznałem wspaniałych, ciekawych i bardzo kolorowych ludzi, kochanych i bardzo gościnnych. Stałem się odważniejszy w mówieniu po angielsku, oraz w kontaktach międzyludzkich. Będę wspominał ten wyjazd do końca życia. 

Konrad Balk